emeraldvo luminous
Blog entry by emeraldvo luminous
Jestem grafikiem. Pracuję głównie z domu, więc moje życie toczy się w rytmie zbliżonym do wschodów i zachodów słońca, ale z mocnym przesunięciem w stronę nocy. To właśnie wtedy, gdy klienci śpią, a zza okna nie dochodzi żaden dźwięk, moja głowa pracuje najsprawniej. Ale po kilku godzinach przy Photoshopie przychodzi moment, kiedy oczy pieką, a w głowie pojawia się znajoma pętla. Wtedy szukam czegoś, co mnie odciągnie, ale nie wymaga myślenia. Czasem to filmy, czasem muzyka, a czasem coś, o czym wcześniej bym nie pomyślał.
Pewnego wieczoru, zamiast kolejnego seansu serialu, zacząłem przeglądać przypadkowe strony. Na jednej z nich wyskoczyła reklama kolorowego automatu z owocami. Nie wiem dlaczego, ale kliknąłem. Wylądowałem na stronie vavada. Pierwsze wrażenie? Chaos barw, mnóstwo świateł, animacje. Pomyślałem: „No dobra, sprawdzimy”. Zarejestrowałem się przez przypadek. Potrzebowałem tylko maila i hasła. Depozyt? Na początku wpłaciłem równowartość dziesięciu złotych. Śmieszna kwota, ale chciałem zobaczyć, jak działa ten cały mechanizm od środka.
I tu zaczęła się jazda. Wybrałem prostą grę, taki automat z wiśniami i siódemkami. Postawiłem najmniejszą stawkę. Kręcenie, dźwięk, oczekiwanie. Po kilku minutach miałem trzy razy więcej niż na starcie. Serce zabiło szybciej, chociaż w portfelu nic się nie zmieniło. To było dziwne uczucie. Wiedziałem, że to tylko liczba na ekranie, ale mój mózg reagował jak na prawdziwą wygraną. Wtedy postanowiłem sprawdzić, czy umiem nad tym zapanować. Ustaliłem limit godzinny i twardą kwotę, którą mogę stracić. Brzmi jak banał, ale dla mnie to była czysta matematyka. Sprawdziłem, że kasyno ma przewagę, ale jeśli traktuję to jak bilet do kina, to ryzyko jest akceptowalne.
Minęło pół godziny. Wygrałem kilka drobnych rund, potem przegrałem, potem znowu wygrałem. W końcu zatrzymałem się, gdy byłem na plusie. Nie duże pieniądze, jakieś trzydzieści złotych, ale satysfakcja ogromna. Nie dlatego, że wygrałem, ale dlatego, że udało mi się przestać. Wyszedłem z gry dokładnie w momencie, kiedy poczułem, że robi się zbyt emocjonująco. To był mój mały eksperyment z własną głową. I zadziałał. Z czasem wróciłem na vavada jeszcze kilka razy. Zawsze na chwilę, zawsze z ustalonym budżetem. Zauważyłem, że kiedy gram w ten sposób, to naprawdę się relaksuję. Nie ma mowy o gonieniu strat, bo po prostu nie pozwalam sobie na straty większe niż te, które już zaplanowałem. To trochę jak z pójściem do pubu i zamówieniem jednego piwa. Wiesz, ile wydasz, tyle wydasz, a potem wracasz do domu.
Najbardziej zaskoczyła mnie rozmowa z moim kumplem Markiem. Podczas wspólnego montażu mebli opowiedziałem mu o tej nocnej przygodzie. Na początku się śmiał, mówił, że to pułapka. Ale potem przyznał, że kiedyś próbował podobnych rzeczy i zawsze wychodził przegrany. Spytałem, ile grał. Odpowiedział, że kilka godzin dziennie i to bez przerwy. No i właśnie. Nie chodzi o to, że vavada jest zła albo dobra. To tylko narzędzie. Możesz z niego korzystać mądrze albo głupio. Ja wybrałem opcję mądrze. Zresztą nie tylko o kasyno chodzi. To dotyczy wszystkiego w życiu. Alkohol, jedzenie, nawet praca. Wszystko, co daje przyjemność, może zamienić się w obsesję, jeśli nie ustawisz sobie granic.
Dziś, kiedy pracuję nad projektem do późna, co jakiś czas wchodzę na tę stronę, żeby zrobić sobie pięciominutową przerwę. Gra mi nie przeszkadza, bo traktuję ją jak grę komputerową. Czasem wygram, czasem nie. Ale zawsze jestem spokojny i nigdy nie sięgam po więcej, niż mam. To moja tajemnica. Zresztą odkryłem, że jeśli grasz w ten sposób, to nawet przegrana nie boli. Traktujesz ją jak koszt rozrywki. I to jest chyba najważniejsza rzecz, jaką wyniosłem z tej całej historii. Nie chodzi o to, żeby unikać pokus. Chodzi o to, żeby umieć z nich korzystać bez zatracania siebie. Więc jeśli ktoś mnie pyta, czy polecam gry online, odpowiadam: tak, ale tylko z umiarem i tylko wtedy, gdy masz świadomość, że to czysta rozrywka. Inaczej lepiej nie zaczynać. Ja zacząłem i nie żałuję, bo nauczyłem się czegoś o własnej samokontroli. A to jest cenniejsze niż jakikolwiek wygrany jackpot.